wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział II ''Przekichana sprawa''

     Pojawiłam się w domu. Było południe. Otworzyłam cichutko drzwi wejściowe. Starałam się to zrobić tak, aby nikt mnie nie usłyszał. Gdybym to była JA, w życiu nie spostrzegłabym się, że ktoś wkrada się do naszej posiadłości. Nie było słychać żadnego szmeru!
-Kate? To ty?
-Ymm...Tak mamo...
KURCZE PIECZONE! Jak ona usłyszała, że to ja? Och... życie jest niesprawiedliwe.
-Podobno miałaś mnie odwiedzić w szpitalu.
-W szpitalu? Co ty wygadujesz- i zaczęłam się ironicznie śmiać.
-No tak powiedziałaś w szkole- rzekła mama. Ci nauczyciele to naprawdę sknery. Nie potrafią utrzymać czegoś w tajemnicy. A mogłam coś dodać w stylu ''Ale mama nie chce, żeby się nad nią litować, więc proszę nie dzwonić'' i byłoby po sprawie.
-Skąd ty to wiesz? Śledzisz mnie?
-Nie, tylko twoja wychowawczyni dzwoniła, żeby życzyć mi zdrowia.
-Zdrowie zawsze się przyda.
-Nie zmieniaj tematu.
-Ale ja tylko mówię, że niekoniecznie dzwoniła, po to żeby pi poskarżyć, że zwiałam.
-Czyli się przyznajesz?- powiedziała. Jak ona mogła mnie tak o to oskarżać, skoro sama nie była pewna tego co mówi.
-Ja nic takiego nie powiedziałam!
-Tylko winny się tłumaczy!
-Mamo!
-Kate!
-Zostaw mnie! Masz swoje własne życie! Nie zajmuj się moim! Wiem co jest dla mnie dobre, a co złe! Mam piętnaście lat! Coś się nauczyłam w tej szkole! A z resztą sama nie jesteś święta!
     Weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami.
-Jędza.
Dziwne to, że mówię tak o mojej mamie. O ile można ją tak nazwać.
-Halo? Słyszysz mnie? Ty tam z góry? Siostro? Jesteś?
Odpowiadała mi cisza, a echo odbijało się od ścian mojego pustego pokoju.
-Czemu nic nie mówisz? Daj mi chociaż jakiś znak, że jesteś ze mną!- nadal cisza. Położyłam się na łóżku. Zasmarkana, brudna i wściekła. Dlaczego mnie to spotyka. Z tego co mi opowiadała moja kochana ''mamusia'', w szkole sama nie była lepsza. Jechała na samych trójach, a jak w jej życiu pojawił się tata, to kompletnie straciła głowę. Niech więc mnie zrozumie. W końcu sama jestem zakochana i straciłam dla Daniela głowę. Ale przecież z nią o tym nie rozmawiałam. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio usiadłyśmy razem i pogadały chociażby o pogodzie. Gdy tylko wejdę do domu słyszę ''Zjedz obiad'' , ''Umyj za sobą naczynia'', ''Znowu dostałaś jedynkę! Ty się w ogóle nie uczysz!''. Owszem, zdarzają mi się złe oceny, ale uczeń bez jedynki, to jak żołnierz bez karabinu! Cała mama. Gdyby tata pracował w Polsce, nie dopuściłby do tego! Tato wracaj... Tęsknię za tobą.
     Leżałam nadal na tym łóżku. Zadzwonił telefon. Daniel. Nie chciałam odbierać. Usłyszałby wtedy, że jestem zła. Co by on o mnie pomyślał. Nie odebrałam. Chwilę potem dostałam SMS'a
<SPOTKAMY SIĘ?>
Jak tylko to przeczytałam, już miałam ochotę by go zobaczyć. Nie mogłam jednak wyjść tak normalnie z domu. Jedyne wyjście to było wyskoczenie przez balkon z korytarza, lecz tu było duże prawdopodobieństwo, że mama mnie zobaczy. Drugą opcją, było wyskoczenie przez okno. Mój dom miał jedno piętro, więc było to naprawdę NIE LADA WYCZYNEK! Zabrałam torbę i wyskoczyłam.
Nikt mnie nie zauważył. Uff... ulżyło mi. Teraz mogłam spokojnie zobaczyć Daniela. Biegłam jak najszybciej, by nikt z mojego domu nie ujrzał mnie na podwórku. Udało mi się. Byłam wolna jak ptak. Biegłam jeszcze chwilę, gdyby mnie ktoś jednak zejrzał. Znalazłam się w parku. Tam czekał już on. Nie mogłam się powstrzymać, by znowu znaleźć się w jego ramionach. Przytuliłam go mocno. On tylko powiedział ,,Tęskniłem''. Tal niewiele, a poprawi człowiekowi humor. Złapał mnie za rękę i szliśmy przed siebie.
     Spacerowaliśmy dłuższą chwilę, po czym zatrzymaliśmy w moim ulubionym miejscu, gdzie zawsze spędzałam czas.
-Jak tu romantycznie- powiedziałam.
-Podobno lubisz to miejsce.
-Lubię? Och! To mało powiedziane! Zawsze tu przychodziłam, gdy było mi smutno, gdy miałam jakiś problem. To piękno mnie uspokajało. Potrafiłam sobie wszystko spokojnie przemyśleć, bez zbędnych komentarzy innych. Nikt oprócz mnie nie znał tego miejsca. Bynajmniej, zawsze myślałam że ty nikogo nie było. A... ty skąd je znalazłeś? - zapytałam.
-Długa historia...- powiedział.
-Nie spieszy mi się do domu! Opowiadaj.
-Dobrze... Wszystko zaczęło się tak, że gdy pierwszy raz spotkałem cię w szkole. Miłość od pierwszego wejrzenia. Noo... zakochałem się w tobie. postanowiłem, że się z postaram zaprzyjaźnić z tak piękną istotą. Niestety, byłem zbyt bojaźliwy. Chodziłem za tobą. Nie odstępowałem cię na krok. Chyba, że już znalazłaś się w swoim mieszkaniu...
-Śledziłeś mnie?-zapytałam obruszona. Wydawało mi się to dziwne.
-To tylko dlatego, że cie kocham.
-Serio?
-Pamiętasz jak biłem się z takim jednym gościem, jak wracałaś do domu jakiś miesiąc temu?
-Tak. A co to ma do rzeczy?
-Ten chłopak, chciał cię okraść. Rzuciłem się na niego, gdy do ciebie podchodził.
-Uratowałeś mnie...-oczy zaświeciły mi się jak perełki. Daniel stał się teraz dla mnie innym człowiekiem. I tak go kochałam, czy był taki jak teraz, czy wcześniej. Wtuliłam się w niego i siedzieliśmy na mostku, podziwiając piękno dnia...

2 komentarze:

  1. Czekam 3 rozdział ;3

    http://sisters-of-the-case.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha pomysłowo :)
    Obserwuje i zapraszam!

    http://strzalaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń