Taka się wydaję do czasu kiedy się odezwę. Mogłabym gadać i gadać, i nigdy nie kończę. Chyba nikt nie lubi gaduł. Ale to i tak nie jest najgorsze. Najgorsze to to, że ja nie rozmawiam o pogodzie, nauce, czy modzie. Ja potrafię mówić tylko o moich problemach. Ludzie tego nie tolerują, odtrącają mnie. Chociaż... są wyjątki...
Mówię tu o mojej kochanej przyjaciółce. Tak PRZYJACIÓŁCE! Ma na imię Ola. Jest wyjątkowa. Owszem, wyjątkowa... Jest do mnie podobna. Tak samo niska, chudziutka, o bujnej fryzurze, a co najważniejsze- potrafi mnie wysłuchać (I TO DO KOŃCA) oraz dobrze mi poradzić. Nie sądziłam, że na świecie zdarzają się jeszcze takie WYJĄTKI. Tak dobrze to określiłam. Ola to jest wyjątek. Nie ma takiej drugiej.
Co bym tu mogła jeszcze o niej powiedzieć, żeby ubarwić to opowiadanie...hmm... O już wiem!
Ola siedzi ze mną w ławce. Wiem to może nie jest aż tak interesujące, ale niektórych to ciekawi. Często mi podpowiada na sprawdzianach, bo wiecie za dobrze to ja się tam znowu nie uczę, tyle co zrobię zadanie i na tym koniec. A dzięki niej to jadę na czwórkach! Widzicie jakim ona jest skarbem! Nie oddam jej nikomu!
Ale przejdźmy może do historii...
Pewnego dnia byłam bardzo przygnębiona. Jednak największym utrapieniem tego dnia było to, że Ola zachorowała i nie miałam się komu wygadać. Biedna Olusia. Miała grypę i leżała w łóżku. Tak bardzo chciałam być z nią teraz, iż postanowiłam, że po szkole ją odwiedzę. Jednak była to dopiero 10.30, a ja miałam akurat tego dnia do 15. Och jak ja nienawidzę tych kółek dodatkowych! A na ten to akurat muszę chodzić, bo inaczej miałabym szlaban od mamy. Życie jest niesprawiedliwe...
Siedziałam więc tak sama jak kołek na szkolnej ławce koło naszej klasy. Zawsze siedziałam tak z Olką, ale cóż. Taki mój okrutny los. Siedziałam więc tak sama. Patrzyłam się w podłogę. Nic innego nie miałam do roboty. Jedyne ''ciekawe'' zajęcie, jakim mogłam się zająć to liczenie płytek, albo rozmowa z nauczycielem od matematyki, który strasznie zanudza. Toteż ta cecha charakteru zmusiła mnie do dalszego patrzenia w podłogę.
Nagle uniosłam mój wzrok ku górze. Chciałam oprzeć się o ścianę. Obróciłam się więc w lewo, a moim oczom ukazał się CUD!
Ujrzałam chłopaka. Patrzył się na mnie. Patrzył tymi swoimi pięknymi brązowymi oczami. Zadziwiło mnie to trochę, że akurat ktoś taki usiadł koło mnie. Aż szkoda mi było czasu na mruganie!
Jak już wspominałam, chłopak miał piękne...wróć....CUDOWNE oczy i w dodatku brązowe. Takiego samego koloru były jego włosy. Ach, jakież to on miał piękne włosy... Takie....no takie fajne! Ubrany był modnie. Koszulka, spodnie, trampki.
Z początku nie odzywał się w ogóle. Patrzył tylko tymi swoimi oczętami. Nie wiedziałam co mam zrobić i postępowałam tak samo jak on. I tak patrzyliśmy się w siebie przez jakieś trzy minuty, aż w końcu chłopak uśmiechnął się. Ja natomiast zrobiłam się caluteńka czerwona. Postanowiłam więc coś powiedzieć. Ale co... co by tu powiedzieć, żeby nie wziął mnie za głupią.
-Cześć...- powiedziałam niepewnie. Wiem, może nie było to zbytnio kreatywne, ale zawsze coś.
-Hej. Co tam u ciebie?- powiedział trochę zaskoczony moim postępowaniem. Uśmiech jednak nadal nie znikał z jego twarzy- Może... albo nie! Inaczej. Jak masz na imię?
-Ja jestem Katherine. Ale możesz mi mówić Kate. A ty?
-Daniel. Miło mi cię poznać- powiedział tak uroczym głosem, że omal nie zemdlałam. Och, on jest taki cudowny! To nic, że wtedy znałam tylko jego imię. On już wtedy wydawał mi się ideałem.
W tym momencie to już wcale nie miałam pomysłu co powiedzieć. Nie chciałam się o wszystko pytać, no...no ale co ja miałam powiedzieć?! ''Ale piękna dziś pogoda''?! Coś mi się nie wydaje, a z resztą na polu padało!
-A do której klasy chodzisz?- zapytałam.
-Tak. Ale jak na kogoś z tego samego rocznika, to nie wydajesz mi się zbytnio znajomy...
-Nie dziwię ci się. Jest maj. Ja przyszedłem tutaj w kwietniu. Rzadko też się gdziekolwiek pokazuję, wolę siedzieć cicho i się nie odzywać.
NO WTEDY TO JA JUŻ WIEDZIAŁAM, ŻE ON JEST MÓJ! Byliśmy tak do siebie podobni... No los chyba tak chciał, że się poznaliśmy. Gdyby nie to, że on jest chłopakiem, a ja dziewczyną, to niczym byśmy się nie różnili.
-Ej mam pomysł!-zaczął- Może po lekcjach pójdziemy się przejść do parku, dowiemy się więcej o sobie.
-To wspaniały pomysł! Jak najbardziej jestem za!
Wtedy to właśnie uświadomiłam sobie, że miałam odwiedzić Olę. A tam, poczeka. Olka nie zając nie ucieknie! Miałam spędzić najpiękniejsze chwile w moim życiu. Nie samą Olcią żyje świat!
Nadeszła kolej kółka. Daniel już wychodził, mamy iść razem do parku, a ja muszę zostać. Co by tu zrobić. Myśl Kate, myśl! Już wiem! Pójdę po pani i powiem, że moja mama jest w szpitalu i muszę ją odwiedzić. Raczej powinna to zrozumieć.
Pomysł okazał się genialny. Udało się. Szybko wyszłam ze szkoły, żeby pani nie zadawała kolejnych pytań.
Na zewnątrz czekał już Daniel.
-Hej! To idziemy?-zapytałam.
-Jasne! Szkoda czekać.
Kilka minut później byliśmy już w parku. Usiedliśmy na ławce. Na początku zdarzyła się taka sama sytuacja jak w szkole. Siedzieliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. W końcu zebrałam się na odwagę, by coś powiedzieć.
-Wiesz co. Może jest za wcześnie, żeby już mówić coś takiego, ale serio... podobasz mi się. Ja... się chyba w tobie zakochałam...
On nic nie powiedział. Chwycił za moją rękę. Potem patrzył w moje oczy, a moje oczy w jego.
Nagle stało się coś pięknego. On...on...on mnie pocałował. W życiu nie czułam się tak pięknie jak teraz. To było coś takiego jakby na te parę sekund zatrzymał się cały świat. Cudowne uczucie...
-Nic już nie mów. Ja też cię kocham...- i położył moją rękę delikatnie na ławce. Odszedł. Nic nie mówił i po prostu odszedł. Cały czas jednak odwracał się i spoglądał na mnie.
Czułam się jakbym była pijana. Byłam aż tak upita szczęściem i miłością. Wstałam. Przeszłam kilka kroków. Było to jednak bardzo trudne. Zatrzymałam się więc i usiadłam po wielkim, starym drzewem w parku. Usiadłam i uśmiechnęłam się szeroko. Zaczęłam się śmiać. Byłam taka szczęśliwa, że musiałam to z siebie wydusić! Ludzie, którzy obok mnie przechodzili myśleli, że jestem jakaś niedorozwinięta. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy co może mnie spotkać w domu. Byłam aż tak upojona....MIŁOŚCIĄ, bo wtedy już wiedziałam, co to jest miłość...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz